Japończycy - najstarsi rolnicy świata

Fot. pixabay.com
Japońskie społeczeństwo się starzeje. Za 25 lat statystyczny mieszkaniec Tokio będzie miał 65 lat, a średnia dochodów w stolicy Japonii spadnie poniżej średniej krajowej. Razem ze społeczeństwem starzeją się także niektóre gałęzie gospodarki… czasem dość kluczowe.

Jeszcze w latach 60-tych Japonia była w stanie zapewnić sobie 86% rodzimej produkcji owoców. W roku 2012 poziom ten obniżył się do zaledwie 33%. Podobnie rzecz tyczy się warzyw (100% w 1965 roku, obecnie 75%), a nawet ryb i owoców morza (spadek ze 110% do 64%). Jeśli dodamy do tego fakt, że Japonia celowo ogranicza import produktów rolnych z zagranicy, by chronić swój rynek wewnętrzny, to nie ma się co dziwić, że czasem ceny podstawowych (z naszego punktu widzenia) produktów osiągają zawrotne sumy.

Statystyczny japoński rolnik ma obecnie więcej niż 66 lat. Z jednej strony to prawda, że długość życia Japończyków jest najwyższa na świecie, z drugiej jednak – mimo zaawansowania technologicznego i pozornie powszechnej mechanizacji, efektywność pracy grupy wiekowej 80-latków na pewno pozostawia wiele do życzenia. 62% Japońskich rolników jest teraz w grupie wiekowej 66+, 28% jest niewiele młodsza – 50-64 lata. Pośród 25 - 40-latków rolnictwem zajmuje się jedynie 10% społeczeństwa, natomiast poniżej 25 roku życia – zaledwie niecałe 1%.

Dlaczego tak się dzieje?
Przyczyną, dla której tak niewielki odsetek młodych decyduje się na pracę w rolnictwie są przede wszystkim nieproporcjonalnie niskie zarobki w stosunku do zarobków w usługach i przemyśle. Wiosną, pod koniec trzeciego roku studiów, odbywają się w Japonii rozmowy kwalifikacyjne dla kandydatów do rozmaitych firm i korporacji, a otrzymanie gwarancji zatrudnienia po skończonych studiach jawi się niektórym jak złapanie Boga za nogi. Stała posada w korporacji na pełen etat to nadal, mimo zachodzących w społeczeństwie zmian, wyznacznik zawodowego sukcesu. Rolnictwo ewidentnie nie jest „trendy”, więc nikt rozsądny o nim nie marzy. Dodając do tego wymagającą pracę na roli i słabe zarobki w stosunku do kosztów życia w Japonii, wcale nie dziwi fakt, że jak jeszcze można przecierpieć bycie społecznym „nikim”, tak gdy już nie ma za co „ryżu do garnka włożyć”, sprawy przybierają zupełnie inny obrót.

Efekt łańcuchowy
Wymieranie japońskiego rodzimego rolnictwa ma też przełożenie na związane z nim gałęzie gospodarki. Ostatnio miałam okazję złożyć wizytę w fabryce... traktorów. Iseki, nadal jeden z trzech globalnych liderów w branży tak naprawdę stoi nad krawędzią przepaści i nie bardzo wie dokąd iść dalej. Wysoka jakość, japońska precyzja i możliwość tworzenia indywidualnych produktów na zamówienie, na rynku globalnym z każdym rokiem zostaje bardziej w tyle w stosunku do co prawda gorszej jakości, ale znacznie tańszych produktów konkurencji. Tak dzieje się nie tylko w branży maszyn rolniczych. Japonia, ze swoją wysoką jakością nie jest w stanie wytrzymać konkurencji innych państw Azji Południowo-Wschodniej.

W doskonale zorganizowanej hali produkcyjnej złożenie traktora od pierwszej śrubki do ostatecznego produktu trwa dokładnie 11 minut 50 sekund. Na tablicy przy linii produkcyjnej widnieją podpisane zdjęcia pracowników odpowiedzialnych za kolejne etapy składania pojazdu. Fabryczne roboty dostarczają poszczególne podzespoły w systemie just in time, wydajność fabryki podkręcona jest do maksimum. Jednak gdy tylko gotowe produkty opuszczą teren fabryki, zaczynają się problemy jak je sprzedać. Zagraniczny rynek zbytu drastycznie się kurczy, a krajowy, dość wymagający rynek zwyczajnie wymiera.

Kobiety na traktory
Lekarstwem zarówno na problemy demograficzne Japonii jak i wymieranie rodzimego rolnictwa ma być nowa polityka rządu Abe zachęcająca kobiety do spróbowania swoich sił na roli. Rząd ma nadzieję stworzyć nową modę wśród młodych Japonek, bazując na tym, że utrzymanie pracy w korporacji po zamążpójściu często nadal stanowi spore wyzwanie (oczywiście nie jest to zasadą i często nikt ze zwierzchników nie powie nic wprost… ot, pewnego dnia, wysunie się pracownicy biurko na korytarz), dlatego kobiety często poszukują bardziej elastycznej formy zatrudnienia. Taką formę, w uznaniu rządu, daje właśnie rolnictwo. Dodatkowo dla tych, którzy chcą spróbować swoich sił w rolnictwie, lokalne samorządy przygotowały specjalne programy mieszkaniowe – bardzo tanich lub prawie darmowych mieszkań. No cóż, nie jest to wiele, ale zawsze coś na zachętę.

Coś jednak jest na rzeczy - ostatnio trafił mi się ciekawy artykuł o dwóch młodych 20-latkach, które postanowiły same założyć wspólne gospodarstwo rolne. Tradycyjnie, dla kobiet istnieją tylko dwie drogi do „zostania rolnikiem” – albo trzeba się w rolniczej rodzinie urodzić, albo się za rolnika wydać. Zmianę tą należy odbierać pozytywnie, pamiętając, że jeszcze 10 lat temu japońscy rolnicy nie mieli nawet prawa do tworzenia własnych przedsiębiorstw lub bycia zatrudnionym na etacie. Teraz szczęśliwie sytuacja uległa zmianie i można być owym „etatowym rolnikiem”, co jest pewnym pocieszeniem, ale nadal nie rozwiązuje problemów demograficznych.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...